wtorek, czerwca 18, 2019

Kosmetycznie: Rapan Beauty - Maska i peeling Power of Nature

W grudniu z wielką przyjemnością zdecydowałam się na zakup dwóch maseczek do twarzy od polskiej marki Rapan Beauty z serii Power of Nature - były to pełnowymiarowa wersja niebieska, dedykowana cerze suchej i mieszanej (taka, jak moja) oraz miniaturowa wersja różowa - dla każdego rodzaju skóry. Jak się one u mnie sprawdziły?


Obie maseczki znalazły się w plastikowych słoiczkach zabezpieczonych w środku papierkiem. Na samych słoiczkach na próżno szukać szczegółowych informacji - te znajdują się na kartonowych pudełkach, w których znajdowały się maseczki.


Rapan Beauty - Maska i peeling 2 w 1 Power of Nature Niebieska glinka syberyjska + "smocza krew" + owoc Yuzu

Niebieska wersja, czyli ta z niebieską glinką syberyjską, "smoczą krwią" oraz owocem Yuzu miała postać szarawej pasty z wyczuwalnymi drobinkami. Te drobinki to nic innego, jak krzemionka. W związku z powyższym konsystencja maseczki różni się od innych glinkowych maseczek, np. tych, które możemy sami stworzyć mieszając suchą glinkę z wodą/hydrolatem/olejem, więc nikt nie powinien dziwić się, że maseczki Rapan nie mają postaci tradycyjnej, gładkiej pasty.


Na opakowaniu znajduje się informacja, że niebieska glinka oczyszcza, detoksykuje i mineralizuje skórę. Ekstrakt z żywicy natomiast odpowiedzialny jest za ochronę naturalnych włókien elastyny i kolagenu, a także wykazuje działanie przeciwzapalne i przyspieszające proces gojenia. Olejek z chińskiej cytryny ma za zadanie odbudować barierę zniszczonej i łuszczącej się skóry. Brzmi bardzo obiecująco.


A jakie było moje doświadczenie z tą maseczką? Świetne. Bardzo dobrze oczyszczała moją twarz (chociaż mam wrażenie, że minimalnie słabiej od zielonej glinki), a także delikatnie rozjaśniała skórę (przez około 2 dni po aplikacji była widocznie rozjaśniona). A najbardziej w maseczce polubiłam to, że jest produktem 2 w 1 - zdecydowanie rzadziej sięgałam w ostatnim czasie po tradycyjny peeling, ponieważ kosmetyk Rapan Beauty rewelacyjnie usuwał obumarły naskórek i pozostawiał skórę gładką i miękką w dotyku. 


Warto w tym momencie wspomnieć o tym, że maseczki Rapan Beauty są maseczkami typowo oczyszczającymi. Spotkałam się z opiniami, jakoby maseczki, przez swoją oczyszczającą moc, powodowały pieczenie skóry chwilę po aplikacji i że nie jest to nic złego. U siebie zauważyłam, że skóra potrafi mi zapiec po niektórych maseczkach, jednakże moje pierwsze podejścia do tej maseczki nie sprawiły mi żadnego dyskomfortu. Pierwszy raz poczułam delikatne i nieprzeszkadzające szczypanie skóry, kiedy zaaplikowałam maseczkę podczas pierwszego dnia okresu, innym razem poczułam pieczenie tylko na niewielkim fragmencie skóry, w którym pojawiła mi się świeża niedoskonałość, a ostatni raz skóra piekła mnie parę dni temu, kiedy po maseczkę sięgnęłam po raz ostatni - ale w ostatnim czasie upały dają mi w kość i moja skóra stała się bardziej nadwrażliwa. Także wg mnie reakcja skóry zależy tylko i wyłącznie od jej aktualnego stanu oraz dnia cyklu. 


Po maseczkę sięgałam nie częściej, niż raz na tydzień, czasami robiłam od niej krótsze bądź dłuższe przerwy, kiedy przyjeżdżałam do domu na Podlasie. Opakowanie 80 gramów wystarczyło mi na 12 zabiegów, co uważam za niezły wynik. Koszt maseczki to 15 zł / 25 g, 39 zł / 80 g.


Rapan Beauty - Maska i peeling 2 w 1 Power of Nature Mix peleoidów, "Smocza krew", "Śluz ślimaka" Vege


Po wersję różową zaczęłam sięgać w momencie, kiedy wersja niebieska pomału się zaczynała kończyć - więc używałam ich na zmianę. Mniejsze opakowanie wystarczyło mi na cztery aplikacje, co pozwala mi na określenie pierwszego wrażenia.

Maseczka pachniała glinkowo, posiadała barwę, którą określiłabym jako brunatno - bordową. Konsystencja podobna, jak wersji niebieskiej - pasta z wyczuwalnymi drobinkami ścierającymi. 


Za pojęciem syberyjskie peloidy kryją się niebieska oraz żółta glinka i błoto iłowo-siarczkowe, które mają wykazywać skuteczne działanie oczyszczające i mineralizujące skórę. Ekstrakt z żywicy "smoczego drzewa" mają za zadanie chronić naturalne włókna elastyny i kolagenu, a także działać przeciwzapalnie, przyspieszyć proces gojenia. "Śliz ślimaka" odpowiedzialny jest za uelastycznienie skóry, pomoc w usuwaniu blizn.

Moim zdaniem różowa wersja mocniej oczyszczała skórę, aniżeli wersja niebieska. Twarz po niej, jak i po niebieskiej, była oczyszczona, gładka i miękka w dotyku. Jak wspomniałam, moja skóra ostatnio stała się bardziej nadwrażliwa i po zaaplikowaniu ostatniej porcji tej maseczki, poczułam pieczenie skóry, które było mocniejsze, niż przy niebieskiej, ale jednocześnie nie na tyle mocne, abym zaczęła marzyć o jak najszybszym pozbyciu się maseczki ze skóry - pieczenie nie było mocno uciążliwe, dość szybko przeminęło a ja mogłam cieszyć się oczyszczoną i wygładzoną cerą. 


Cena wersji różowej wynosi: 16 zł / 25 g, 41 zł / 80 g.

Podsumowując, bardzo polubiłam wersję niebieską i chętnie powrócę do niej ponownie. Wersja różowa spodobała mi się mniej, ale chętnie kupię wersję pełnowymiarową, ponieważ chciałabym jej użyć więcej razy, aby móc wyrazić ocenę końcową. Generalnie warto pochwalić markę za naturalne składy i nietypowe składniki - nie kojarzę innych marek, które do swoich kosmetyków używają  choćby "smoczej krwi". 

Przeczytaj także:


Pozdrawiam,
Ola

16 komentarzy:

  1. Oj te maseczki kuszą mnie od dłuższego czasu, mają piękne składy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niebieska to moja ukochana maseczka :))) lubię ich wszystkie glinki, ale niebieską najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja można powiedzieć, że na razie też :P Bo jednak tę różową jakoś bardzo dokładnie nie poznałam :D A w maju kupiłam niebieską z serii 100 % i żółtą z Power of Nature, liczę że będą równie udane! :D

      Usuń
  3. Uwielbiam wszystko co zawiera glinki. Wersja niebieska mogłaby mnie zachwycić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że i różowa miałaby szansę :D. Polecam zaopatrzyć się w miniaturki, będziesz mogła sprawdzić je wszystkie na raz, a potem sięgać po duże opakowania tych naj, naj :D

      Usuń
  4. Nie znam tych kosmetyków, ale cieszę się że mogłam o nich u Ciebie poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się im bliżej przyjrzeć, jeżeli masz chęć na oczyszczające maseczki :D

      Usuń
  5. Miałam póki co jedną maseczkę tej marki i skóra początkowo owszem piekła ale po zmyciu nie było żadnych nieprzyjemnych reakcji. Mam ochotę przetestować więcej, zastanawiam się tylko czy wybrac kilka mniejszych czy jedną większą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka reakcja, jaką miałaś, nie jest zła - słyszałam, że u części osób w taki sam sposób skóra reagowała na maseczkę, ale finalnie skóra nie była podrażniona czy coś. Ja wiedząc o tym, obserwowałam bacznie swoją skórę i jak wspomniałam we wpisie, rzadko mnie skóra piekła i to właśnie przy okresie albo kiedy miałam świeżą niedoskonałość - także nie mogę powiedzieć, że maseczki mnie podrażniały, bo po zmyciu nie miałam skóry zaczerwienionej tudzież podrażnionej itp.

      Myślę, że może warto wybrać miniaturki. U mnie miniaturka wystarczyła na 4 razy, więc to jest optymalna ilość aplikacji, aby móc ocenić pierwsze wrażenie. Co do samych masek - wiem od Rapan Beauty, że maseczka żółta jest najmocniejsza i niepolecana cerze suchej, raczej jest to maseczka tylko dla cery tłustej i też jako kuracja raz na jakiś czas, bo naprawdę jest mocna (w sumie ją kupiłam, ale właśnie po to, aby sięgać 1/2 razy w miesiącu :D). Ale po wersję różową/niebieską w moim odczuciu może już sięgnąć każdy. ;)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawie brzmią obie maski, choć gdybym miała się zdecydować na jakąś zapewne wzięłabym różową wersję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Decyduj się, bo warto :D Super oczyszczają :D

      Usuń
  7. Mam mini wersje wszystkich trzech masek, na razie używałam różowej i żółtej. Jak różowa się u mnie sprawdza, tak żółtej nie mogę stosować, bo piecze mnie niemiłosiernie po nałożeniu. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie miałam, szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką masz cerę? Ta maseczka żółta generalnie jest najsilniejsza z nich wszystkich i jest zalecana wyłącznie dla cery tłustej - w przypadku suchej czy normalnej będzie zbyt silna i może wysuszać. Albo może spróbuj po żółtą sięgać raz na miesiąc i co chwile zwilżaj skórę, może taki myk sprawi, że nie będzie niekomfortowa w użyciu ;). No i generalnie moim zdaniem po maseczki Rapan lepiej sięgać nie za często, bo zbyt mocne oczyszczanie też nie jest dobre - ja po nie sięgałam nie częściej, niż raz na tydzień i taka częstotliwość była idealna ;)

      Usuń
  8. Firmę znam i o ile nie miałam okazji jeszcze testować nic z ich produktów to muszę przyznać, że kuszą mnie one coraz bardziej. Skład mają naprawdę fajny :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń

Przed skomentowaniem postu koniecznie zapoznaj się z ramką "Drogi czytelniku" znajdującą się w pasku bocznym, bo jeżeli nie spełnisz moich próśb stamtąd, to nie zdziw się, jak Twój komentarz zostanie usunięty, a ja nie odwiedzę Twojego bloga ;). Szanujmy się - ja nie lubię SPAMU, więc mi go NIE ZOSTAWIAJ.
Ponadto pozwoliłam sobie na nie publikacje pod postami komentarzami kompletnie nie będącymi związanymi z treścią posta - także jeżeli chcesz komentować coś oglądając same zdjęcia bądź po samym nagłówku - daruj sobie.