21:00:00

Kosmetycznie: Brzoskwiniowy peeling regenerujący do ciała od Lirene

Hej.
Niedawno pisałam o peelingu, ale tak się złożyło, że kilka dni temu zużyłam kolejny - tym razem od Lirene. Po miesiącu stosowania mam już wyrobione zdanie na jego temat. 
Czy sprawdził się? Czy ładnie pachniał? Czy dobrze usuwał martwy naskórek? Czy sprawiał, że zdzieranie obumarłych komórek na skórze było przyjemne? O tym w dalszej części dzisiejszego postu... 


Od producenta:
Brzoskwiniowy peeling regenerujący
Rozpieść swoje ciało relaksującym rytuałem!
Totalna odnowa w jednym prostym kroku pielęgnacyjnym. Intensywnie wygładzające drobinki złuszczają zszarzałe komórki naskórka, rozświetlając skórę. Zawarty w formule olej brzoskwiniowy regeneruje, wygładza i odżywia naskórek. Wyciąg z czerwonych liści winorośli działa ujędrniająco. W peelingu zastosowano też ekstrakt z błękitnej algi, który poprawia napięcie i jędrność skóry. Zmysłowy zapach i odżywcza formuła myjąca  sprawiają, że codzienna pielęgnacja staje się prawdziwą przyjemnością!
Stosowanie: nałożyć na wilgotną skórę ciała i delikatnie masować. Dokładnie spłukać. Stosować 1-2 razy w tygodniu. Rekomendujemy jednoczesne stosowanie z balsamami Lirene Dermoprogram
Udowodnione rezultaty*:
Wygładzenie                           100%
Ujędrnienie                             100%
Skóra miękka w dotyku          100%
Odświeżenie                            97%
* - test in vivo po 1 aplikacji


Moja opinia:
Produkt otrzymujemy w ładnej, estetycznej tubie zamykanej na klik. Opakowanie nie zniszczyło się podczas używania - otwarcie działało bez zastrzeżeń. Design bardzo mi się podoba - jest estetyczny i ładny - od razu rzuca się w oczy podczas zakupów, choć nijak mi się nie kojarzy z brzoskwinią.
Produkt jest różowym żelem z ostrymi, plastikowymi drobinkami (zdecydowanie bardziej podobają mi się peelingi cukrowe, ale te drobinki nie są takie złe). W miarę pocierania skóry peelingiem, różowy żel zaczyna lekko się pienić i zmienia barwę na białą. Bez problemu spłukuje się go z ciała, nie pozostawiaj tłustej warstwy na skórze, której dużo osób nie lubi (mi ona specjalnie nie przeszkadza). 
Z rzeczy czysto technicznych to największym rozczarowaniem dla mnie jest to, że nie czuję zapachu brzoskwini. Zapach jakiś jest, mógłby by być bardziej intensywny, ale nie jest to zapach prawdziwej brzoskwini. A szkoda... 


Przejdźmy zatem do działania. Peeling stosowałam średnio dwa razy w tygodniu na oczyszczoną skórę ciała. Masowałam nim ramiona, brzuch oraz całe nogi. Dzięki temu, że tubka stoi na otwarciu i zrobiona jest w miękkiego plastiku, bez problemu nabierałam odpowiednią ilość peelingu. Podczas ostatniego pilingowania ciała rozcięłam opakowanie, aby wydobyć resztki produktu ;). 
Peeling miał średnie działanie złuszczające, ale dobrze usuwał martwy naskórek. Każdą partię ciała masowałam przez kilka minut, po czym bez problemu go spłukiwałam. 
Po pilingowaniu moja skóra była gładka, zmiękczona, bez tłustej otoczki. Mogłam na tym poprzestać, ale jestem uzależniona od używania wszelkich smarowideł do ciała - mam skórę naturalną z tendencją do wysuszania, więc na bieżąco dbam o jej nawilżenie. Czy zauważyłam rozświetlenie skóry? Niestety nie. Raczej też jej nie zregenerował. Co do ujędrnienia ciała, to ciężko mi powiedzieć - staram się trzymać dobrą formę, jeżdżę na rowerze, używam balsamów antycellulitowych/ujędrniających. Ale możliwe, że w jakiś sposób miał wpływ na to, aby moje ciało prezentowało się lepiej;)

Skład(kliknij zdjęcie, aby powiększyć): 

Podsumowując, produkt działa poprawnie. Używanie go jest przyjemne, usuwa martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką i miękką. Rozświetlenia skóry nie zauważyłam, ale najważniejsze dla mnie było usunięcie martwych komórek z ciała. Zauważyłam, że peeling skończył mi się szybciej, niż inne peelingi o podobnej wielkości, co jest wadą. Drugim minusem jest zapach - peeling nie ma brzydkiego zapachu, ale oczekiwałam, że pachnieć będzie prawdziwą brzoskwinią - a ja jej nie czuję. Kolor, chociaż ładny, też z brzoskwinią niewiele ma wspólnego.
Cieszę się, że mogłam używać tego peelingu, ale na pewno do niego nie wrócę - chociaż działał poprawnie, to nie zachwycił mnie na tyle, abym kupiła kolejne opakowanie. Poza tym, Lirene proponuje nam inne wersje peelingów, a że jestem ciekawa nowości, to pewnie następnym razem skuszę się na inną wersję zapachową.

3,5/5

Znacie? Lubicie? 

Pozdrawia, Ola

51 komentarzy:

  1. Ja miałam mango i żurawinę. Żurawina wypadła lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten post ;) Żurawina wtedy i mnie bardzeij zaciekawiła niż mango. Jeszcze wersja z kokosem jest ciekawa, ale to ze względu na jeden z moich ulubionych zapachów w kosmetykach :)

      Usuń
  2. Nie znam tego peelingu, ale chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ojjj zapach to naprawdę sporo, zwłaszcza gdy ktoś lubi

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że nie zostawia tłustej warstewki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, spodziewałam się pięknego zapachu a tu troszkę wałeczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... mnie też to rozczarowało. Zapach ładny, ale w ogóle nie przypomina brzoskwini...

      Usuń
  6. ja miałam wersję mango i żurawina, całkiem fajne były :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w przyszłości chętnie kupię żurawinę i kokos;)

      Usuń
  7. Szkoda, że tak wyszło z tym zapachem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam nigdy peelingu z Lirene, muszę skończyć swoje zapasy...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja używałam żurawinowego - był cudowny!

    OdpowiedzUsuń
  10. myślałam że zapach będzie niczym poezja...

    OdpowiedzUsuń
  11. szkoda tego zapachu, brzoskwiniowy to jeden z moich ulubionych :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam grejpfrutowy i był świetny - dobrze zdzierał (to chyba zależy od wersji zapachowej) i pięknie pachniał :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie miałam z Lirene peelingu i się chyba nie skuszę

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie miałam z Lirene peelingu i się chyba nie skuszę

    OdpowiedzUsuń
  15. przyznam szczerze, że pierwsze co widzę :) ja muszę używać bardzo delikatnych peelingo

    OdpowiedzUsuń
  16. eh ja tam liczyłam na zapach zniewalającej brzoskwini ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam tego produktu, ale widzę że składem nie powala ;) być może kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tego peelingu nie miałam okazji jeszcze używać i jakoś do mnie specjalnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam produktu, może przy okazjo wpadnie do koszyka ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. wolałabym żeby był mocnym zdzierakiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie znam i jakoś nie kusi mnie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dawno nie sięgałam po produkty Lirene. :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie używałam jeszcze peelingow lirene. Szkoda, że zapach Cię rozczarować

    OdpowiedzUsuń
  24. uwielbiam peelingi w każdej postaci, tego nie miałam :P

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie znałam :) Poszukuję dobrego peelingu, więc z ciekawością przeczytałam Twój post i Twoją opinię. Trochę szkoda, że nie ma tego zapachu, ale najważniejsze jak działa, a z tego co piszesz to działa w miarę. Być może się skuszę :)

    https://z-igly-widly.blogspot.com/

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Mnie zapach kusi, polubiłam wszystko co brzoskwiniowe :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Polecam zapach peelingu żurawinowego, niestety z efektem peelingującym u niego słabo :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie miałam go i raczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. uwielbiam wszelakie peelingi do ciała ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Gdyby ładnie pachniał brzoskwinią, to może bym się skusiła :)) Lubię owocowe nuty w takich kosmetykach, szkoda że ten słabo pachnie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Kocham brzoskwiniowe czy morelkowe zapachy i pewnie bym się rozczarowała pod tym kątem w tym przypadku. Szkoda. Pozdrowionka ciepłe :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Po samym opakowaniu nigdy bym nie powiedziała, że ten kosmetyk jest brzoskwiniowy :P bardziej z kwiatowym mi się kojarzy :D
    Nie znam jego konsystencji, a nie każda w peelingach mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  33. Miałam żurawinę i byłam z niej bardzo zadowolona, sprawdzę ten jak będę w sklepie czy mnie przekona czy jednak żurawina pojawi się ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie miałam go póki co, może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie miałam, z Lirene mam teraz do twarzy i mam mieszane uczucia póki co ;) A do ciała w rossie z Wellness teraz kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie miałam, ale lubię takie produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie znam i nie obiecuję, że poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Zapach w kosmetykach ma dla mnie spore znaczenie, więc rozumiem to małe rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Szkoda,że zapachu nie czuć a ja tak lubię jak coś pachnie intensywnie:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Mam wersję kokosową i naprawdę się z nią polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciekawią mnie peelingi tej marki :)) Ten może mniej ale przyglądnę się innym wersjom :)

    OdpowiedzUsuń